Minął tydzień od wypadku, pogrzeb był dwa dni temu, nawet
rodzice Ian’a przyjechali, aby udawać grzeczną rodzinkę, powspominali, jakim to
dobrym był dzieckiem, do mnie nawet słowem się nie odzywali. Nie słuchałam jak obcy ludzie współczują mi, zmyłam się stamtąd jak najszybciej, bo
nie chciałam na to patrzeć.
Nie robie nic poza leżeniem na łóżku i myśleniem. Nie czuje głodu. Telefon dawno wyłączyłam, chce zostać sama. Przez te wszystkie dni leżałam i myślałam, nie mogłam sobie wyobrazić przyszłości bez niego. Zawsze myśleliśmy, że razem się zestarzejemy. A teraz zostałam sama.
Naglę usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie zamierzam otwierać. Jednak one otworzyły się i ktoś wparował do mojego pokoju.
-Sarah! Co z tobą?! Dzwonie do ciebie, a ty nawet nie raczysz oddzwonić. – Ah… tak zapomniałam, moja jedyna przyjaciółka Mandy. Przypomniała sobie nagle, że istnieje? - Martwiłam się o ciebie! Wyglądasz okropnie, jesz coś w ogóle?- spytała, a nie miałam zamiaru odpowiadać, chce być sama. – Nie będziesz się odzywać, rozumiem. Ja też za nim tęsknie, w końcu znam go od urodzenia, najlepszy przyjaciel, ale stwierdziłam, że on nie chciałby, aby płakali po nim. Nie znaczy, że mamy o nim zapominać, bo on zawsze będzie w naszych sercach. – To prawda, ale ja tak nie potrafię, popłynęły mi łzy – Proszę cię Sarah, nie zamykaj się przede mną. Zostałaś mi tylko ty, nie mogę cię stracić. Dobrze o tym wiesz, że Ian nie chciałby tego. – Ja nadal leżałam i płakałam, nie mogłam wydusić z siebie słowa, Mandy miała racje, teraz tylko ona mi została. Położyła się obok mnie i przez dłuższy czas leżałyśmy razem i milczałyśmy. Próbowałam wydusić z siebie jakiekolwiek słowa, nie mogę stracic jedynej osoby, która mi została.
Nie robie nic poza leżeniem na łóżku i myśleniem. Nie czuje głodu. Telefon dawno wyłączyłam, chce zostać sama. Przez te wszystkie dni leżałam i myślałam, nie mogłam sobie wyobrazić przyszłości bez niego. Zawsze myśleliśmy, że razem się zestarzejemy. A teraz zostałam sama.
Naglę usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie zamierzam otwierać. Jednak one otworzyły się i ktoś wparował do mojego pokoju.
-Sarah! Co z tobą?! Dzwonie do ciebie, a ty nawet nie raczysz oddzwonić. – Ah… tak zapomniałam, moja jedyna przyjaciółka Mandy. Przypomniała sobie nagle, że istnieje? - Martwiłam się o ciebie! Wyglądasz okropnie, jesz coś w ogóle?- spytała, a nie miałam zamiaru odpowiadać, chce być sama. – Nie będziesz się odzywać, rozumiem. Ja też za nim tęsknie, w końcu znam go od urodzenia, najlepszy przyjaciel, ale stwierdziłam, że on nie chciałby, aby płakali po nim. Nie znaczy, że mamy o nim zapominać, bo on zawsze będzie w naszych sercach. – To prawda, ale ja tak nie potrafię, popłynęły mi łzy – Proszę cię Sarah, nie zamykaj się przede mną. Zostałaś mi tylko ty, nie mogę cię stracić. Dobrze o tym wiesz, że Ian nie chciałby tego. – Ja nadal leżałam i płakałam, nie mogłam wydusić z siebie słowa, Mandy miała racje, teraz tylko ona mi została. Położyła się obok mnie i przez dłuższy czas leżałyśmy razem i milczałyśmy. Próbowałam wydusić z siebie jakiekolwiek słowa, nie mogę stracic jedynej osoby, która mi została.
-Ale mi cholernie go brakuje, nie wyobrażam sobie życia bez
niego. – powiedziałam dokładnie to co czułam. Wreszcie udało mi się. Mój głos
drżał i słuchać było w nim smutek, ale nie mogłam udawać, że wszystko jest
okay.
-Wiem, mi też. Ale dobrze wiesz, że czasu nie cofniemy. Musimy żyć dalej! Może to teraz nieodpowiednie co powiem, ale znajdziesz jeszcze miłość. Ian chciałby abyś była szczęśliwa. Więc zrób to dla niego i żyj dalej. Na tym świat się nie kończy!
- To prawda…. Spróbuje… Ale najgorsze jest to, że on był całym moim światem. Będę musiała nauczyć się żyć na nowo, to nie jest łatwe. Nie uda mi się bez niego.
-Ja ci już w tym pomogę, nawzajem sobie pomożemy. No to ruszaj dupę, ubieraj się i zabieram cie na lunch – czuje, że ona jest tą jedyną osobą, która dokładnie wie o co czuje i jak na to poradzić – przyjaciółka? To mocne słowo, ale ona na to zasługuje.
Momentami jej zachowanie tak przypomniało mi o ukochanym, wychowywali się i dorastali razem, to wiele wyjaśnia.
Nie byłam na powietrzu od tygodnia, to takie dziwne uczucie. Mimo to, że żyjemy w LA powietrze jest zawsze zadowalająco przyjemne i mało zanieczyszczone. Mieszkamy dość blisko oceanu, czuć tą morską bryzę. Czułam się troszkę nieswojo, ale ludzie tutaj są niezwykle mili, zawsze obdarzą obcego uśmiechem, bardzo pozytywnie nastawione miasto, tętniące beztroskim życiem i młodością.
Chciałyśmy iść do naszego ulubionego meksykańskiej restauracji. Wystrój jest tam niesamowity, do tego jedzenie jest najlepsze jakie do tej pory jadłam. Nadal jednak miałam ukochanego w mojej głowie, ani na chwilę nie mogłam przestać o nim myślec. Razem z Mandy chodziłyśmy w milczeniu, obie czułyśmy ból, ale tylko jedna z nas umiała się z nim uporać. Miała nadzieje, że to jakiś okropny żart. Po prostu nie mogłam w to uwierzyć.
-SARAH! – przyjaciółka wydarła się, że mało co nie dostałam zawału.
-Boże, co tobie odbiło? – byłyśmy już całkiem niedaleko, a dziewczyna miała wielki uśmiech na twarzy, skąd ta nagła zmiana humoru?
-Nic, koniec użalania, KONIEC! Bądźmy beztroskie, po prostu cieszymy się życiem i żeby nie obchodziło nas nic.
-Wbrew pozorom to nie takie łatwe. –powiedziałam zgodnie z prawdą.
-Oj tam, narzekasz. Chodźmy na jakiś koncert! – dobry pomysł. Mandy tryskała energią, jakby wydarzenia sprzed tygodnia nie były prawdziwe. Mam nadzieje, że ten stan też mi się kiedyś udzieli, jak na razie wysiliłam się tylko na fałszywy uśmiech.
-Na koncert? Jaki? – spytałam.
-Ja jakiś wybiorę, nie martw się o to, żyjemy w LA, to koncerty moich ulubionych zespołów są co chwila – nie wiem co się z nią dzieje, ale to nie jest głupi pomysł.
Doszłyśmy już do restauracji i nawet nie miałam pojęcia jaka byłam głodna. Nie mogłam się doczekać, aż kelner przyniesie moje danie.
*
Mój zapał na wszystko jest bardzo krótki :<
Ale kiedyś uda mi się ładniej, ciekawiej pisać.
-Wiem, mi też. Ale dobrze wiesz, że czasu nie cofniemy. Musimy żyć dalej! Może to teraz nieodpowiednie co powiem, ale znajdziesz jeszcze miłość. Ian chciałby abyś była szczęśliwa. Więc zrób to dla niego i żyj dalej. Na tym świat się nie kończy!
- To prawda…. Spróbuje… Ale najgorsze jest to, że on był całym moim światem. Będę musiała nauczyć się żyć na nowo, to nie jest łatwe. Nie uda mi się bez niego.
-Ja ci już w tym pomogę, nawzajem sobie pomożemy. No to ruszaj dupę, ubieraj się i zabieram cie na lunch – czuje, że ona jest tą jedyną osobą, która dokładnie wie o co czuje i jak na to poradzić – przyjaciółka? To mocne słowo, ale ona na to zasługuje.
Momentami jej zachowanie tak przypomniało mi o ukochanym, wychowywali się i dorastali razem, to wiele wyjaśnia.
Nie byłam na powietrzu od tygodnia, to takie dziwne uczucie. Mimo to, że żyjemy w LA powietrze jest zawsze zadowalająco przyjemne i mało zanieczyszczone. Mieszkamy dość blisko oceanu, czuć tą morską bryzę. Czułam się troszkę nieswojo, ale ludzie tutaj są niezwykle mili, zawsze obdarzą obcego uśmiechem, bardzo pozytywnie nastawione miasto, tętniące beztroskim życiem i młodością.
Chciałyśmy iść do naszego ulubionego meksykańskiej restauracji. Wystrój jest tam niesamowity, do tego jedzenie jest najlepsze jakie do tej pory jadłam. Nadal jednak miałam ukochanego w mojej głowie, ani na chwilę nie mogłam przestać o nim myślec. Razem z Mandy chodziłyśmy w milczeniu, obie czułyśmy ból, ale tylko jedna z nas umiała się z nim uporać. Miała nadzieje, że to jakiś okropny żart. Po prostu nie mogłam w to uwierzyć.
-SARAH! – przyjaciółka wydarła się, że mało co nie dostałam zawału.
-Boże, co tobie odbiło? – byłyśmy już całkiem niedaleko, a dziewczyna miała wielki uśmiech na twarzy, skąd ta nagła zmiana humoru?
-Nic, koniec użalania, KONIEC! Bądźmy beztroskie, po prostu cieszymy się życiem i żeby nie obchodziło nas nic.
-Wbrew pozorom to nie takie łatwe. –powiedziałam zgodnie z prawdą.
-Oj tam, narzekasz. Chodźmy na jakiś koncert! – dobry pomysł. Mandy tryskała energią, jakby wydarzenia sprzed tygodnia nie były prawdziwe. Mam nadzieje, że ten stan też mi się kiedyś udzieli, jak na razie wysiliłam się tylko na fałszywy uśmiech.
-Na koncert? Jaki? – spytałam.
-Ja jakiś wybiorę, nie martw się o to, żyjemy w LA, to koncerty moich ulubionych zespołów są co chwila – nie wiem co się z nią dzieje, ale to nie jest głupi pomysł.
Doszłyśmy już do restauracji i nawet nie miałam pojęcia jaka byłam głodna. Nie mogłam się doczekać, aż kelner przyniesie moje danie.
*
Mój zapał na wszystko jest bardzo krótki :<
Ale kiedyś uda mi się ładniej, ciekawiej pisać.
Na razie jest świetny i na początku chciało mi sie płakać nie mam pojęcia dlaczego, bo to raczje nie było aż tak wzruszające, no ale to ja, a wiesz przecież że ja jestem dziwna. Czekam na wiecej i to chyba będzie pierwszy fanfik który przeczytam do końca.
OdpowiedzUsuńpierwsze {od dawien dawna} opowiadanie o tematyce niepiłkarskiej na jakie trafiłam o; i powiem, że zapowiada się ciekawie! szczególnie końcówka. obudziła we mnie wspomnienia i prawdopodobnie właśnie te wspomnienia pozwolą mi wyczekiwać na kontynuację c:
OdpowiedzUsuńtak więc; czekamczekam c: